Do Ministerstwa Edukacji Narodowej – w sprawie poezji Miłosza

2017.08.09

         Szanowna Pani Minister!
         Dobiegające nas doniesienia medialne o całkowitym pominięciu twórczości poetyckiej Czesława Miłosza na nowej liście lektur dla zreformowanego liceum ogólnokształcącego oraz w średnim kształceniu zawodowym zbulwersowały środowisko pisarskie. Rzeczywiście, w projekcie opublikowanym na stronach  rządowego centrum legislacji nazwisko Miłosza nie pojawia się ani na liście lektur podstawowych, ani uzupełniających.
         Twórczość Czesława Miłosza, laureata literackiej Nagrody Nobla z roku 1980 na trwałe wpisała się w historię najnowszą Polski, w historię literatury i polskiej poezji. Od decyzji poety o emigracji w 1951 roku, przez cały okres PRL twórczość Czesława Miłosza była trudno dostępna dla czytelników w kraju i podlegała różnym zabiegom cenzuralnym.  
         Jego twórczość jest w tej chwili niezbywalnym elementem kanonu literackiego. Jej nieznajomość byłaby poważną wyrwą w edukacji literackiej na poziomie maturalnym.
         Obecność wybranych wierszy Czesława Miłosza na liście lektur jest niezbędna. Mamy szczególne powody, aby o tym przypominać, Czesław Miłosz był członkiem naszego Stowarzyszenia, powstałego po 1989 roku,  czym się szczycimy.

                            Anna Nasiłowska, Prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich 
                            Warszawa, dn. 9.08.2017


Konstytucja i poezja

2017.08.01

Ewa  Łętowska
 
Konstytucja i poezja
 
„Niczego o nas nie ma w Konstytucji” – Marcin Świetlicki w wierszu Pod wulkanem – gniewną frazą ogłasza gorycz obywatelskiego odrzucenia.
Ale Konstytucja czasem więcej znaczy – niż mówi. I dlatego jeżeli Konstytucja o czymś milczy, to nie zawsze to oznacza odrzucenie – jak myśli Świetlicki.  Dlaczego zatem Świetlicki – a raczej bohater, w imieniu którego Świetlicki przemawia – nie ma racji i co spowodowało, że miał podstawy omylić się co do swej obecności w Konstytucji – to temat dwóch pierwszych części odczytu.
Trzecia i ostatnia część – będzie o tym – co się stało i co się dzieje z naszą Konstytucją.      


I
Constitution says nothing about it” – Konstytucja o tym milczy – to brzmi prawie identycznie jak w wierszu Świetlickiego, prawda? Tyle, że w USA  zwrot  „Konstytucja o tym milczy” to nie hasło odrzuconych i zapomnianych przez konstytucję. W amerykańskim konstytucjonalizmie tak mówią ci (a nazywamy ich oryginalistami albo tekstualistami), którzy sprzeciwiają się poszukiwaniom w Konstytucji problemów i znaczeń wykraczających poza to co, expressis verbis,  wyraźnie i wprost mówi sam tekst. A więc tu „nic o tym nie ma w konstytucji” to nie wyraz zawodu odrzuconych – ale pewne siebie, nie pozbawione arogancji  stwierdzenie wykluczających z Konstytucji. Tych, którzy odmawiają konstytucyjnej ochrony przemilczanym w tekście zjawiskom lub osobom. Czyli akurat odwrotnie niż u Świetlickiego. On mówi w imieniu odrzuconych. Oryginaliści – w imieniu odrzucających. Okazuje się jednak, że nie oryginaliści mają ostatnie słowo.
W Konstytucji USA nie ma nic expressis verbis choćby o niewolnictwie, równościowych aspiracjach kobiet czy zakazie dyskryminacji rasowej. A przecież bez zmian Konstytucji, w miarę upływu czasu okazało się, że w tych wszystkich trzech kwestiach konstytucyjne milczenie nie oznacza pełnego przyzwolenia na niewolnictwo, dyskryminację czy wyzysk kobiet – choć początkowo mniemano, że to nie są kwestie konstytucyjne.
Inaczej bowiem niż oryginaliści myślą zwolennicy traktowania konstytucji jako living instrument („żyjącego instrumentu”)[1]. Oni nie uważają, że samo milczenie wyklucza z Konstytucji. To badacze związków pojęć i idei, wynikania i rozumowań przez przeciwieństwo i „z podobieństwa”. W ich ujęciu Konstytucja żyje, rozwija się  i ujawnia swoje możliwości z czasem i poprzez czas.  Tyle, że taka ewolucja czasem trwa..W XIX w. zajęło to prawie 50 lat, aby utrwaliło się – obecnie niekwestionowane nawet przez prezydenta Trumpa – przekonanie, że niezawisłe sądy mogą – legalnie i w zgodzie z Konstytucją – kontrolować arbitralnie działającą władzę ustawodawczą i wykonawczą (Marbury versus Madison, 1803). W połowie XIX w., na podstawie tego judykatu  okazało się, że prezydent, wybrany w wyborach powszechnych przez suwerena, może być kontrolowany przez sądy. I najnowsza historia wskazuje, że ta tradycja ukształtowała się trwale, nie budząc zresztą entuzjazmu kontrolowanych[2].   
Historia  amerykańskiego konstytucjonalizmu ma dowody, że „nic o nas nie ma w Konstytucji” wcale nie oznacza, że milcząca konstytucja nie jest zdolna do udzielenia ochrony. Bo konstytucje więcej zawierają niż mówią. Bohater wiersza Świetlickiego nie musi więc być w konstytucji wyraźnie wymieniony, aby doznawać w niej ochrony. Tylko musi istnieć ktoś, kto z tekstu chce i potrafi wydobyć znaczenie.
 
***
Człowiek szuka w konstytucji ochrony przed arbitralną władzą. Ta może naruszać i umniejszać wolności lub prawa przysługujące jednostce; może też – co równie bolesne – lekceważyć i nie szanować jej podmiotowości, sprawczości – odmawiając jej głosu, wysłuchania, uwagi.
Dlaczego potrzebujący konstytucyjnej ochrony – jej nie doznaje? Pierwsza możliwość.  Konstytucja może rzeczywiście jakąś kwestią nie zajmować się w ogóle.  Częściej jednak – i to jest druga, nas tu interesująca  możliwość: konstytucja robi to, ale jest nieefektywna, niesprawna, a trudności i koszty ochrony są niewspółmierne do rezultatu. Oznacza to, że konstytucyjną sprawiedliwość lub sprawiedliwość w ogóle – trzeba sobie wyszarpać. Niestety, to u nas częste, chyba aż nazbyt.
Może też się zdarzać (możliwość trzecia), że samego potrzebującego ochrony nie nauczono jak z niej korzystać, nie pokazano, jak posługiwać się tarczą albo mieczem przeznaczonym dla niego w Konstytucji.
 Jak jest w naszym, polskim wypadku?
 
***
Fundamentem polskiej Konstytucji z 1997 r. jest idea społeczeństwa otwartego.  Afirmującego szeroki wspólny mianownik dla różnorodności (poczytajmy preambułę) i uznającego indywidualną wolność jednostki za podstawowe założenie ustrojowe. Władza, państwo ma gwarantować ochronę tej indywidualnej wolności, dla możliwie największej liczby ludzi żyjących w obrębie granic, pod władztwem państwa.
Dlatego adresatami poszczególnych postanowień Konstytucji są więc nie tylko „polscy obywatele”. Nie tylko „Polacy i Polki”. Konstytucja różnicuje adresatów. Czasem zwraca się tylko do obywateli. Tak bywa zwłaszcza przy niektórych prawach „do czegoś” (ekstradycja, służba publiczna, udział w referendum, tworzenie partii politycznych, prawo do informacji, niektóre prawa socjalne). Jednak częściej tam, gdzie chodzi o wolności „od czegoś”, od ingerencji władzy – Konstytucja szerzej rozpościera swój parasol ochronny. Czytamy w niej więc, że „coś służy każdemu” (prawo do sądu, prawo do prywatności)  lub że „czegoś nie wolno wobec nikogo” (np. stosować wobec niego eksperymentów medycznych bez jego zgody). Nie tylko więc polski obywatel i nie tylko etniczny Polak czy Polka są „odbiorcami” Konstytucji.
 Polską konstytucję sądy mogą stosować bezpośrednio. Sądy (a nie tylko Trybunał Konstytucyjny) mogą więc – odmówić zastosowania ustawy, która w ich przekonaniu jest niekonstytucyjna. Mogą, inna sprawa czy polskie sądy umieją i chcą z tej możliwości korzystać[3]. Ale potencjał rozproszonej kontroli konstytucyjności, judicial review bo to o nią chodzi – istnieje.
Podział władzy między trzy „władze”  w naszej Konstytucji jest ujęty inaczej, niż w koncepcji rodem z Francji czy z PRL-u. Obecnie podobnie jak w amerykańskiej checks and balance  wszystkie władze mają być sobie równe (każda w swoich kompetencjach) i szachują się wzajemnie[4]. I jest to naturalne, choć innym władzom niemiłe, że to właśnie sądy mogą i powinny być krytykiem albo recenzentem ustawodawstwa, decyzji administracyjnych, efektów pracy parlamentu i egzekutywy. Nie jest to ich uzurpacja – jak czasami głoszą to politycy[5] lecz realizacja zamierzonego konstytucyjnego projektu.
Władza polityczna (legislatywa, egzekutywa) nie powinna okrawać władzy sądów. To ograniczanie dokonuje się nie tylko poprzez bezpośrednie naciski wobec sędziów, ale i przez „przymus dobrowolny” – manipulacje interesem czy strachem, aby skłonić ich do jakiegoś zachowania lub powstrzymać od działania niemiłego politykom. Już bowiem sam chilling effect, efekt mrożący – narusza podział władz, wpływając na sędziowską niezawisłość i niezależność sądów[6].
Te możliwości, narzędzia, mechanizmy – ten cały potencjał konstytucyjny, który może uruchomić także jednostka  (pośrednio lub bezpośrednio, w postaci skargi konstytucyjnej) – jeżeli o tym potencjale wie i umie z niego korzystać – składa się na „demokratyczne państwa prawa”.
Dlaczego więc ta propozycja okazała się zbyt mało popularna, zrozumiała, wartościowa wreszcie? Dlaczego żal i przekonanie, że „niczego o nas” ale i dla nas – nie ma w Konstytucji? 
 
II
Zwrot (art. 2 Konstytucji), że „Polska jest demokratycznym państwem prawa” jest konstytucyjną półprawdą. Uzupełnieniem cytowanego wyrażenia jest stwierdzenie, że chodzi o państwo prawa „urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej”. Element liberalny (gdzie mowa o wolności) tworzy całość z elementem socjalnym (sprawiedliwość społeczna).  I tu właśnie nie osiągnięto przez ostatnie 30 lat akceptowalnego dla zdecydowanej większości – poziomu równowagi[7]. W konsekwencji „wolność” okazała  się, jak to w niedojrzałej demokracji, jaką  jest – czy tego chcemy czy nie – nasza demokracja, drastycznie niedoszacowana. Rozczarowanie do wyrażają – prozaicznie – wyniki sondaży, słupki poparcia i wyniki przy urnach. Chodzi nie tylko o to na kogo głosujemy, ale także o to, czy w ogóle zdecydujemy jednak pójść i zagłosować.
Zabrakło rozumnej promocji wartości demokratyczno-liberalnych.  Gdyby jeszcze to, co konstytucja tak łatwo gwarantuje na papierzew rzeczywistości było bez nadmiernych trudności – dostępne i osiągalne dla beneficjentów, gdyby to, co się im na papierze należy – mogli osiągnąć niezawodnie i bez „wyszarpywania swego” – zapewne wiara w dobroczynne dla ogółu wartości liberalnej demokracji deliberatywnej i państwa prawa – byłaby bardziej rozpowszechniona, a same wartości powszechniej akceptowane. 
 
***
Transformacja ku demokracji liberalnej - wielu w Polsce rozczarowała. Tych, którzy chcieli tylko dostatku i bezpieczeństwa, a dostali wolność, wymagającą obrotności i inicjatywy bez gwarancji sukcesu. Dla nich transformacja przynosi za mało, za wolno, i na dodatek dóbr nie najbardziej przez nich cenionych.
Kształtowanie standardów prawa (państwa prawa) wymaga wykształcenia zaufania do prawa i sądów. To także trwa. Rewolucje bywają niecierpliwe. Transformacja jest ewolucją, a ewolucja postaw i mentalności wymaga czasu. Na skorzystanie z niego musi się mieć – nie tylko polityczne – przyzwolenie. W przeciwnym razie traci się legitymację społeczną. Nie bez przyczyny wyczekujące zmian „doły” skracają czas przywódcom. W sztuce Petera Weissa Marat/Sade jedna z przyśpiewek brzmi: „Maracie co się stało z naszą rewolucją, Maracie, my nie chcemy już czekać na jutro, Maracie my wciąż jesteśmy najbiedniejszym stanem, Dzisiaj chcemy widzieć obiecaną zmianę[8]. Niecierpliwość zbyt długiego oczekiwania na obiecaną zmianę grozi wycofaniem zaufania, a to – załamaniem projektu transformacji. Brak zaufania  w ogólności jest charakterystyczny dla polskiego społeczeństwa, składającego się z „wysp bez mostów”[9]. Deficyt umiejętności kooperowania ze sobą oraz nieumiejętność angażowania się we współpracę na rzecz dobra wspólnego socjologowie uznają za cechę charakterystyczną Polaków. Badania socjologiczne wykazują tu trwałą, słabą dynamikę przełamywania tego stanu rzeczy[10]. Deficytom zaufania przypisuje się w makroskali nieelastyczność strategicznych przepływów kapitału w gospodarce i charakterystyczną „molekularyzację społeczeństwa”, gdzie zaufanie istnieje tylko wewnątrz grupy-molekuły[11], co utrudnia kooperację między grupami. Deficyt zaufania wreszcie to symptom, a zarazem przeszkoda w powiększaniu kapitału społecznego[12], który jest warunkiem społecznego rozwoju.
Transformacja rozczarowała też elity szczerze zaangażowane w transformację – bo zraziła je powolność i jałowość wkładanego wysiłku. Oni, często ludzie słowa i idei mieli nadzieję, że słowo stanie się ciałem. Z dnia na dzień, bez implementacyjnego wysiłku. Postępujący zwłaszcza w ostatnim czasie wzrost nastrojów nacjonalistycznych, ksenofobii, obaw przed uchodźcami (umiejętnie kreowana i wykorzystywana w celach doraźnej polityki) – dopełniają obrazu.
Destrukcyjny dla społecznego poparcia transformacji liberalnej, okazał się przede wszystkim niedostatek wrażliwości społecznej biorący się z forsowania od początku transformacji wizji nowego człowiek, który wziął swoje losy w swoje ręce, aby mieć swój zysk. Postawiono na sukces indywidualny zapominając, że nie każdy może i umie walczyć o swoje. W konsekwencji znacznie ograniczono pomoc władzy publicznej w zaspakajaniu potrzeb zbiorowych, zapisanych nawet w Konstytucji: mieszkaniowych, zdrowotnych, edukacyjnych, kulturowych. Nie bez racji grupy upośledzone czuły się wykluczone z proporcjonalnego korzystania z owoców pozytywnych przemian gospodarczych.
Sprzeciw wobec elit (gospodarczych, politycznych, kulturalnych) wzbudzała też prymitywna teza medialna, że wykluczeni (młodzi bez pracy lub pracujący na tzw. umowach śmieciowych, rodziny wielodzietne, biedni, chorzy i ludzie zamieszkujący tereny dotknięte bezrobociem strukturalnym) są sami sobie winni, ponieważ nie dość sprawnie i skutecznie odnaleźli się w nowych warunkach. Marsz społeczny ku lepszemu uległ więc rozciągnięciu; maruderów pozostawiono samym sobie, daleko za tymi, dla których transformacja okazała się fortunna. Zaniedbano kulturę „gospodarki zasobami ludzkimi”, co mogłoby złagodzić dyskomforty upośledzenia ekonomicznego. Nie bez przyczyny w dyskursie publicznym, prasowym, publicystyce – powraca pojęcie „stosunków folwarcznych” jako celna metafora opisująca stosunki w pracy, i nie tylko ograniczona do tej sfery.
Jest więc coś na rzeczy, gdy oskarża się elity, o wsobność, o zaniedbanie promocyjnej i edukacyjnej misji.  Dlatego „niczego o nas nie ma w Konstytucji”, że buntującym się nie dane było poznać, doznać i zrozumieć sensu i wartości Konstytucji. A w tym braku poznania i zrozumienia mają udział i ci, których powinnością było nauczać, tłumaczyć, promować – i którzy tego nie zrobili. Nie zrobiła tego inteligencja, elity których historycznym powołaniem była edukacja społeczna. Nie zrobiły media ześlizgujące się w łatwiznę kuszącego sukcesem komercji – infotaimentu.  Nie zrobiły sądy, które zbytnio ufając mocy orzekania ratione imperii (argumentem siły) zlekceważyły uzasadnienie, perswazję – działanie imperio rationis (siłą argumentu).
Czy dlatego że tylko zlekceważyli obowiązek, czy też może uznali, że  adresaci nie są warci wysiłku?  To już inny problem.
 
***
Odi profanum vulgus. Kościół czy kawiarnia,
Republika czy kino, wiec szewców czy armia,
Naród, gmina, rodzina, uczelnia, czytelnia -
Wszystko chaos i zgroza, i pustka śmiertelna.
 
I w tym hucznym stuleciu tyrańskiej wspólnoty,
Śród głupich wielkorządców i tępej hołoty,
Gdzie patos lwi rozdyma mrówczą krzątaninę,
Gromadząc ludzkość w nudną, mieszczańską rodzinę,
Gdzie pustego kościoła krzykliwi papieże
Na gruzach Babilonu – babilońskie wieże
Wznoszą pośród szwargotu wyszczekanych maszyn,
A chciwa czerń szpieguje samotność serc naszych,
W tym wieku rozjątrzonym, wydętym, okrutnym -
Przechodzę, mijam, milczę: obcy, zimny, smutny.
 
 To Tuwim (wiersz „…et arceo”) inspirowany horacjańską pieśnią. Mogę dzisiaj się spierać z poetą o genezę zaniedbań (czy zadecydowała niechęć czy tylko brak uważności wobec maluczkich) – ale nie o fakt ich istnienia. Tu poeta ma rację. Trapi nas „konstytucyjna alienacja”. Zbuntowali się ci, którzy zostali zwiedzeni, a którzy powinni zostać pozyskani. Otwarto tym samym pole do politycznej kontestacji samego modelu demokracji liberalnej i deliberatywnej. Kontestowania państwa prawa. I to na naszych oczach nastąpiło. Delikatny mechanizm prawa „niewidzialnego, przezroczystego, o anemicznej cerze chorowitego chłopca, który rozwiązuje szarady” (A. Zagajewski, Prawo) – pozostaje obcy, nieznany, ulega destrukcji. Zacina się. A przecież „to ono, wytrwałe jak sprężyny zegarów na zamkowych wieżach, dźwiga i wzmacnia ramiona wolnych ludzi” – gdy go zabraknie – ludzie nie udźwigną swej wolności i nie będą jej nieśli ze sobą. 
 
III
Co się stało z naszą Konstytucją?  I co dalej będzie – i to jest trzecia część odczytu.
Mamy kryzys konstytucyjny, spowodowany zmianą azymutów. Następuje zmiana kierunku marszu. Początkowo droga nieznacznie odbiega od pierwotnej trasy. Z czasem jednak – dystans rośnie. Charakterystyczne, że zmiany nie dotykają tekstu samej Konstytucji. Natomiast obejmują szerokie połacie ustawodawstwa zwykłego, czemu towarzyszy błyskawicznie idąca za tym zasadnicza zmiana standardów funkcjonowania państwa, związana z planową wymianą elit, ograniczeniem transparencji działań państwa dla ewentualnych krytyków i wyłączeniem prawnych zabezpieczeń. 
Dokonuje się więc zasadniczy zwrot. Od otwartego – ku społeczeństwu zamkniętemu, nieinkluzywnemu. Zarówno dosłownie, jak i kulturowo: niechęć przybyszów i obcych, uznawanie uniwersalnych wartości humanistycznych za zagrożenie dla silne eksponowanej własnej, rodzimej tradycji historycznej[13]. Społeczeństwo nieinkluzywne charakteryzuje się brakiem otwarcia na mniejszości, rezygnacją ze stosowania dużego „wspólnego mianownika” dla prawa i polityk państwowych, umożliwiającego kształtowanie prawa i standardu w sposób pluralistyczny dla pluralistycznie zróżnicowanego społeczeństwa. Jednostka i mniejszość powinna po prostu podporządkować się większości.
 Co prawda preambuła konstytucyjna nakazuje większości parlamentarnej oszczędnie korzystać z matematycznej przewagi i nie marginalizować całkowicie mniejszości – ale bieżąca praktyka jest zgoła odmienna. Z nieufnością traktuje się organy i mechanizmy konstytucyjnie „niezależne” (zwłaszcza Trybunał Konstytucyjne i sądownictwo).
Polityczne hasło „woli suwerena” to uznaje się przy tym za wystarczające, aby legitymizować monopartyjną większość parlamentarną[14]. Tym samym „wolą suwerena” unieważnia się legitymizację prawa opartą o inne zasady konstytucyjne, np. o konstytucyjną zasadę subsydiarności, checks and balance, niezależność pewnych ciał i organów od egzekutywy czy działania w interesie wspólnym o bardziej pluralistycznym mianowniku.
W rzeczywistości „suweren” w obecnym dyskursie politycznym utożsamiany jest z aktualną większością parlamentarną, a nie z narodem, jak to nakazuje art. 4 Konstytucji.
Nic nie słychać przy tym, aby suweren tak rozumiany miał obowiązek chronienia mniejszości przed arbitralnością większości. Zwycięstwo wyborcze i ukształtowanie bezwzględną większości parlamentarną oznacza bowiem (nawet na szczeblu parlamentu) brak skłonności nie tylko do kompromisu, ale wręcz do dyskutowania z opozycją. Wymownym przykładem może być puściuteńka sala w czasie sejmowej  debaty (6 czerwca 2017) o zmianie prawa o ustroju sądów powszechnych mocno osłabiającej niezależność judykatywy od egzekutywy. Odmowa wysłuchania to zanik demokracji deliberatywnej i wyraz braku szacunku do suwerena, innego, niż własna formacja partyjna.
Ograniczanie autonomii i niezależności poprzez kontrolowanie i uzależnianie – czy to będzie samorząd terytorialny, sądy, GIODO a nawet sektor pozarządowy, czy niezależne media, dokonuje się nie tylko bezpośrednio, ale i przez nominacje kadrowe czy uzależnienia finansowe (rozdział grantów czy funduszy, tworzenie scentralizowanych form ich rozdziału, promocja niektórych organizacji).
Automatycznie jako niedemokratyczne jest też kwalifikowane to, co ową wolę ma powściągać. Na tej retoryce była zbudowana trwająca kilkanaście miesięcy kampania przeciw Trybunałowi Konstytucyjnemu. Identyczny modus procedendi powielono, przygotowując reformę sądownictwa. Jej celem głównym jest zakwestionowanie checks and balance: uznania w sądach władzy równej dwu pozostałym i upoważnionej do kontroli konstytucyjności. Charakterystyczna jest sekwencja wydarzeń. Przy reformie czy to Trybunału Konstytucyjnego, sądownictwa w ogólności, samorządów oraz trzeciego sektora (instytucje społeczeństwa obywatelskiego) scenariusz jest taki sam.  Najpierw pojawia się kampania medialna, wykazującej różnego rodzaju nieprawidłowości i dysfunkcje. Są to informacje często prawdziwe, ale pochodzące z różnych okresów, wyselekcjonowane i zestawione ze sobą, często są przesadnie przerysowane. Jednocześnie formułuje zarzuty żądzy władzy, korupcji, prywaty, kastowości i deficytu demokracji w działaniu instytucji i procedur jakie zamierza się reformować. 
Uwypukla się blokowanie awansów młodym kadrom przez godne potępienia stare elity, o niewłaściwej proweniencji (stygmatyzacja; taktyka rozbudzania ambicji i zjednywania poparcia „młodych Turków”: młodych, którym obiecuje się awans po pozbyciu się dawnych elit). Planowa wymiana elit jest jednym z uniwersalnie stosowanych środków reform. Odbywa się przy zastosowaniu wielu instrumentów – skracanie biegnących kadencji, wymiana kadr kierowniczych (służba cywilna, prokuratura, wojsko[15]).  Przy trafnej w wielu wypadkach diagnozie społecznej towarzyszącej reformom – wybór  środków naprawczych i sposób ich stosowania – budzą sprzeciw.
W miejsce metod demokracji deliberatywnej: dyskutuj i przekonuj, stosuje się bowiem metodę dziel i rządź, wykluczaj i różnicuj, insynuuj, strasz wrogiem i pokazuj, niezbędność jego zniszczenia dla dobra ogółu, zarządzaj zwątpieniem i efektami mrożącymi, zapewniającymi brak sprzeciwu i protestów. Reform dokonuje się zawsze w imię obrony demokracji przed zawłaszczaniem elit lub aby chronić reformy przed zemstą elit odsuniętych od władzy. Przeciwników politycznych pomawia się o niecne intencje i brak zdolności kierowania się dobrem wspólnym. Znamienne są przy tym zmiany retoryki i języka oficjalnych politycznych deklaracji. Rządzący mówią chętniej do „Polek i Polaków” niż do „obywateli”.
Używany przez samą Konstytucję język bardziej uniwersalny, odnoszący się do „każdego”, czy „jednostki” poddanych władzy państwa – w języku obecnego oficjalnego establishmentu w tej roli nie występuje. Wobec orwellowskiego fenomenu przemiany znaczeń, aktualnie brzmi tuwimowskie przesłanie z Kwiatów Polskich.
Lecz nade wszystko słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość,
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.
Wracając do początkowego przykładu – co oznacza, że o czymś lub o kimś „nic nie ma w konstytucji”:  pokazaliśmy, że fraza  o identycznie brzmiących słowach – może mieć diametralnie różny sens; bo Świetlicki mówi w imieniu odrzuconych, a amerykańscy oryginaliści – odrzucających. To  kieruje uwagę ku znaczącej kwestii języka. Bo słowa i konstytucji, i prawa w ogóle, mogą zmieniać znaczenie, można nimi manipulować. Słowo może też zmieniać swoją rolę i zamiast służyć wyjaśnieniu, komunikacji czy nawet dezinformacji stać się narzędziem opresji.
 
 
Język debaty  jest obecnie zbrutalizowany i spersonalizowany. Opozycja (parlamentarna i obywatele korzystający z prawa do protestu) jest kwalifikowana przez polityków rządzących[16] jako inspirowani złymi intencjami „gorszy sort obywateli”, „komuniści i złodzieje”, „ludzie specjalnej troski”, „ludzie mający krew na rękach”, ludzie, którzy poddani być powinni resocjalizacji w warunkach odosobnienia[17]
 
***
Sytuacja doczekała się ironicznej reakcji poety (A. Zagajewski Kilka rad dla nowego rządu”). Autor zebrał  sporą partię hejtu – jednak, jak sądzę dlatego, że został odczytany powierzchownie, jako czysto polityczny pamflet „przeciw”, nie zaś jak głos w humanistycznym dyskursie „za”,  jako głos jednostki upominającej się o swe miejsce „sprawcze” – jako obywatela, który czegoś od swego państwa wymaga. 
Mamy nowy rząd.
W skład naszego rządu wchodzi wielu błyskotliwych
ministrów.
Jeden z naszych ministrów mówi po angielsku.
Nasz nowy rząd zabrał się energicznie do pracy.
Niestety, nie jest dość zdecydowany w sytuacji,
gdy wciąż pozostało tylu niepoprawnych liberałów;
w niektórych miastach jest ich nawet więcej
niż tradycyjnych katolickich rodzin.

Co jeszcze mógłby zrobić nasz rząd?
Nie może kierować się czułostkowymi względami,
które są typowe dla zachodnich polityków.
Należałoby którejś nocy rozstrzelać kilku reżyserów
filmowych, nie oszczędzając kobiet.
Wszyscy profesorowie prawa konstytucyjnego
powinni być dożywotnio internowani.
Poetów można zostawić w spokoju,
i tak nikt ich nie czyta.
Potrzebne są obozy odosobnienia, ale łagodne,
żeby nie drażnić ONZ.
Większość dziennikarzy powinno się wysłać
na Madagaskar.
Natomiast Węgry trzeba delikatnie ująć w szczypce
i wsunąć na mapie między Polskę i Niemcy.
A potem, kiedy już ucichnie reakcja międzynarodowej
masonerii, niepostrzeżenie włożyć Niemcy
między Hiszpanię i Portugalię.
Rząd nie powinien dziś mieć nadmiernych skrupułów.

Nadarzyła mu się historyczna okazja.
Byłoby grzechem z niej nie skorzystać.
 
 
***
Poezji lepiej przystoi rola prometejska, niż prawnikowi. Dlatego – już kończąc – zacytuję jeszcze jeden wiersz (Adam Bieszk, „Zapowiedź”). Wiersz mówi o goryczy życia przez wiele lat „w swoim kraju i nie swoim państwie”.  O braku sprawczości, o radości, nadziei, rozczarowaniu, bezsilności. Poeta jest czujny.
Urodziłem się
w czasie drugiej wojny
i większość  istnienia
przeżyłem
w moim kraju i nie moim państwie.

Ten rozdźwięk
niczym smuga dziegciu
znaczył sobą
mniej lub więcej
wszystko,
i zapomnieliśmy,
że może być inaczej.

Aż zdarzył się cud
wszystko znormalniało.
Radośnie zaskoczeni
szybko się uczyliśmy
i uwierzyliśmy,
że to naprawdę.

A wtedy zjawiłeś się ty,
który niszczysz wszystko
jak tsunami.
I znów tkwię
w moim kraju i nie moim państwie.
                             *

Nie ja jeden
tak myślę.
Dlatego
przepowiadam ci:
wasze nazwiska –
twoje i  twoich pomocników –
prędzej czy później zawisną
na tablicy narodowej hańby
obok targowiczan –
oni też wszak tylko chcieli
ocalić Polskę
od złego
– ich zdaniem –
rządu.
 
 
 
 
 
 
 
[1] Niezwykle inspirująca, a i pięknie wydana, książka J. Zajadły, (Sędziowie i niewolnicy. Szkice z filozofii prawa, Gdańsk 2017) przedstawia ścieranie się konstytucyjnych interpretacji w kwestiach niewolnictwa, będących przykładem funkcjonowanie żyjącej konstytucji.
[3] Więcej E. Łętowska, Aktualność sporu o zdekoncentrowana kontrolę konstytucyjności w Polsce – uwagi na tle art. 10 Konstytucji RP, w: Minikomentarz dla Maksiprofesora, red. M. Zubik, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2017, s. 797 – 814. Por. informację o wyroku SA we Wrocławiu, II AKa 213/16  i jego starannym uzasadnieniu (R. Baszuk, Sąd Przywrócił wewnętrzna spójność przepisowi o wykorzystaniu owoców z zatrutego drzewa, DGP z 21.6.2017, s. B6). A także stanowisko SN (Konstytucja nie jest prawem bezpośrednio stosowalnym)  np. w SNO 13/15  z 13.4.2015r.
[4] Wyrok wydany przez TK 20.6.2016 r., w sprawie K 5/17 zapowiada dekonstrukcję tego ujęcia.
[5] Przemówienie vice ministra sprawiedliwości, Warchoła w czasie I Kongresu Prawników Polskich w Katowicach 20.3.2017. „Wiceminister łajał sędziów” http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/katowice/a/kongres-prawnikow-polskich-w-katowicach-wiceminister-lajal-sedziow-zdjecia,12095674/ (dostęp 10.6.2017 r.)
[6] Np. Grupa posłów zdecydowała się zaskarżyć przepisy postępowania cywilnego, karnego oraz postępowania przed sądami administracyjnymi i Sądem Najwyższym w zakresie przepisów dotyczących występowania z zagadnieniami prawnymi. W ocenie wnioskodawcy przepisy te nie spełniają konstytucyjnego wymogu określoności prawa, a przez to mogą prowadzić do działania przez sądy bez podstawy prawnej i poza granicami prawa. „Sama instytucja zagadnień prawnych, które powodują związanie sądu w danej sprawie wydanym rozstrzygnięciem Sądu Najwyższego dotyczącym zagadnienia prawnego jest niezgodna z zasadą, iż sędziowie podlegają jedynie ustawom i konstytucji”. Według wnioskodawców przepisy te są też niedookreślone, przez co naruszają zasadę prawidłowej legislacji. Zdaniem wnioskodawców, naruszono prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Posłowie zaskarżyli m.in. przepis ustawy o SN, w którym ustawodawca upoważnił SN do tego, by mógł przedstawić zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów, gdy rozpoznając kasację lub inny środek odwoławczy poweźmie wątpliwości co do wykładni prawa. „Ustawa nie precyzuje, o jakie zagadnienie prawne może chodzić i o wykładnię jakiego prawa można pytać” – wskazali. Brak precyzji i jasności przepisów może powodować, że działania SN będą arbitralne i będzie on wykraczał poza swoje kompetencje
 https://wpolityce.pl/polityka/343464-poslowie-pis-skarza-do-tk-zagadnienia-prawne-w-sadzie-najwyzszym-odpowiedziala-im-nowoczesna-te-wnioski-doprowadza-od-chaosu-prawnego (dostęp 10.6.2017). Innym przykładem jest groźba ze strony Ministra Sprawiedliwości inicjowania postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, których czynności w zakresie nieorzekania nie znajdują uznania prokuratury http://www.rp.pl/artykul/1324444-Dowody-zdobyte-z-przekroczeniem-granic-prowokacji-sa-nielegalne---wyrok-Sadu-Apelacyjnego-we-Wroclawiu.html#ap-1 (dostęp 10.6.2017)
[7] Na tę cechę Konstytucji zwracał uwagę R. Piotrowski, Wartości i polityka. Refleksje o dysfunkcjonalnej praktyce Konstytucyjnej, Zagadnienia Sądownictwa Konstytucyjnego, Nr 1/2011, s. 9- 37.
 
[8] Peter Weiss, The Persecution and Assassination of Jean-Paul Marat as Performed by the Inmates of the Asylum of Charenton Under the Direction of the Marquis de Sade,  cytat wedle polskiego przekładu A. Wirtha, Dialog nr 1/1965, s. 75.
[9]Por. Materiały VIII Kongresu Obywatelskiego, Wolność i Solidarność nr 54, 55, 58.
[10]Diagnoza społeczna 2011. Warunki i jakość życia Polaków. Raport. Redakcja J. Czapiński, T. Panek, cz. 6, s. 284, 290 – i n.).
[11]J. Hausner, Gdzie jest mózg naszego państwa (rozmowa z Pawłem Reszką) „Tygodnik Powszechny”, 28.7.2014 r., tenże, Dokąd idziemy (rozmowa z G. Sroczyńskim), „Gazeta Wyborcza” 9-10.09 2014.
[12]P. Sztompka, Kapitał społeczny. Teoria przestrzeni międzyludzkiej, Kraków 2016, s. 11.
[13] M. Szułdrzyński, Powrót do sarmatyzmu, Rzeczpospolita 16.6.2017, widzi tu  - nie bez racji -  nawiązanie do tej właśnie XVII w. tradycji.
[14] O nieprawidłowości takiego ujęcia gruntownie R. Piotrowski, Konstytucja i granice władze suwerena w państwie demokratycznym,  59 Ogólnopolski Zjazd Katedr i Zakładów Prawa Konstytucyjnego, Kielce 12-14 czerwca 2017 r.
[15] Dziennik Gazeta Prawna, 13.6.2017, s. 1  Posady i Stanowiska – w administracji publicznej rezygnacja z konkursów i wymiana 1, 5 tys. osób; prokuratura – odejście 391 osób i przeniesienie na niże stanowisko 108; wymian 50 procent naczelników urzędów skarbowych; wojsko – odejście 30 generałów i 200 pułkowników; policja – zwolnienie 6 tys. policjantów.
[16] Podaję  dane umiejscowienia poszczególnych wypowiedzi  w E. Łętowska, Zmierzch liberalnego państwa prawa w Polsce, Kwartalnik Praw Człowieka 2017, nr @.
[17] Wypowiedź posłanki w czasie posiedzenia komisji obradującej nad reformą ustroju sądów  http://www.newsweek.pl/polska/polityka/pawlowicz-wysyla-sedziow-na-reedukacje-w-obozach-jak-w-korei-polnocnej,artykuly,410689,1. O związku między demokracją i językiem debaty publicznej por. T. Snyder, On Tyranny: Twenty Lesson from the Twentieth Century , Bodley Head, 2017
 



Julia Hartwig

2017.07.19

13 LIPCA 2017

ODESZŁA

Ś.P.

JULIA HARTWIG

POETKA, ESEISTKA, TŁUMACZKA,

NASZA WIELKA PRZYJACIÓŁKA.



CZŁONEK POLSKIEGO PEN CLUBU OD 1963 ROKU,

PREZES HONOROWY STOWARZYSZENIA PISARZY POLSKICH,

LAUREATKA NAGRODY TRANSLATORSKIEJ POLSKIEGO PEN CLUBU (1986),

NAGRODY POLSKIEGO PEN CLUBU ZA TWÓRCZOŚĆ POETYCKĄ (1996)

ORAZ

NAGRODY POLSKIEGO PEN CLUBU IM. JANA PARANDOWSKIEGO (2009).


CZEŚĆ JEJ PAMIĘCI!



Konstytucja i poezja - prelekcja Ewy Łętowskiej

2017.06.20

Polski PEN Club
ma zaszczyt zaprosić na zebranie literackie,
podczas którego prelekcję
pt.
 
KONSTYTUCJA I POEZJA
 
 wygłosi
 
EWA ŁĘTOWSKA
Laureatka
Nagrody Polskiego PEN Clubu
im. Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich
 
Wygłoszenie prelekcji Laureatce 5 czerwca 2017, w dniu odebrania Nagrody,
uniemożliwił prowokacyjny alarm bombowy.
 
 
Zebranie otworzy 
Prezes Polskiego PEN Clubu 
ADAM POMORSKI
 
 
Zebranie odbędzie się w czwartek 22 czerwca 2017
w auli Domu Literatury w Warszawie, Krakowskie Przedmieście 87/89.
początek o godzinie 18.



Jubileusz Ossolineum

2017.06.05